Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na parę w piękny rejs (…) Któż nie nuci czasem tej piosenki.

(…) W starym albumie u mego dziadka 
Jest takie zdjęcie, istny cud 
Płynący w falach, wśród mewek stadka 
Statek na parę sprzed lat stu 

Tłum marynarzy pokład mu zdobi 
Słonce na górze pięknie lśni 
Dobry fotograf to zdjęcie zrobił 
Wszystko jak żywe, aż się cni 

Parostatkiem w piękny rejs, statkiem na parę w piękny rejs (…) tak śpiewa Krzysztof Krawczyk w popularnej polskiej piosence. My przekonaliśmy się, że namiastkę tych wrażeń można przeżyć również w Krakowie…

W niedzielne, wrześniowe popołudnie wybraliśmy się  na rejs nurtem Wisły od Mostu Powstańców w stronę Wzgórza Wawelskiego. To był nasz pomysł na pokazanie miasta naszym gościom z Sycylii. Płynęliśmy krakowską Nimfą, najstarszym statkiem pasażerskim pływającym po Wiśle. Jego historia sięga początku lat 50.ubiegłego wieku, a jego wnętrze przywodzi namyśl piosenki wspaniałego artysty Wojciecha Młynarskiego.

Do dzisiaj wielu z pierwszych bywalców Nimfy odwiedza regularnie statek, który z pewnością darzą dużym sentymentem, a rejsy po krakowskiej Wiśle przekazują jako rodzinną tradycję. Nas też urzekła sceneria niedzielnego rejsu. Pogoda dopisała, choć chwilę wcześniej niebo straszyło ciemnymi chmurami. Po kilku minutach pokazały się pierwsze promienie słońca i chwile później rozpogodziło się na dobre. Cudownie jest oglądać miasto płynąc leniwie Wisłą.

 

W pierwszej części słuchaliśmy słynnych legend krakowskich przeplatanych prawdziwą historia miasta. O smoku, który dręczył mieszkańców Grodu Kraka i o młodzieńcu, co bestie nie siłą, a sposobem pokonał (nie bez kozery o naszych rodakach mówi się, że sposób znajdą na wszystko). O biskupie Stanisławie. O tym skąd nazwa Zwierzyniec, o roli włóczków w codziennym życiu Wawelskiego Zamku/Wzgórza, o tym, jak uratowali miasto z rąk Tatarów i jak narodziła się legenda słynnego Krakowskiego Lajkonika. Okazało się, że pan Zbigniew Glonek czyniący honory Lajkonika od lat w Krakowskich procesjach jest sąsiadem naszych kursantów. Od nich wiemy, że prywatnie to równie uroczy i zabawny człowiek, jak legendarny lajkonik.

 

Taki rejs to nietuzinkowy i bardzo przyjemny zarazem sposób „oprowadzania” po Krakowie. To również ciekawa alternatywa dla nas, mieszkańców na spędzenie wolnego popołudnia w gronie rodziny czy znajomych. Polecamy gorąco!

 

Tego popołudnia mieliśmy dodatkową atrakcję, mogliśmy tańczyć argentyńskie tango na pokładzie statku. Wspaniałe i warte zapamiętania przeżycie. Jak się okazało, my również byliśmy atrakcją dla osób patrzących na nas z brzegu lub mostów. I dobrze, niech „tańczące” statki wejdą na stałe w program krakowskich wydarzeń kulturalnych. Zwłaszcza pod komendą tak uroczej załogi i jedynego w swoim rodzaju Pana Kapitana, jakim może pochwalić się krakowska Nimfa.