Jak w ogóle do tego doszło i co właściwe znaczy to „intercambio”…

Historia zaczęła się jeszcze w maju tego roku, kiedy to klubowicze szeptali mi do ucha „wybierzmy się do nich, wybierzmy się do nich”. „Do nich”, czyli na Katanie, do Luisa i Maleny. Nasi Maestros rozkochali w sobie klubowych Tangueros, a perspektywa wspólnej podróży była naprawdę kusząca. Wiedzieliśmy też, że co poniektórzy uczniowie ze szkoły Luisa i Maleny Kraków już widzieli i chętni by wrócili do tego miasta choć na chwilę. Cóż było robić? Najlepiej iść za ciosem.  Tak zrodziła się myśl o wymianie między szkolnej. Miały być wspólne lekcje tanga, milongi oraz zwiedzanie miasta. Najpierw Katania do Krakowa, żeby jeszcze „złapać odrobinę słońca”, potem Kraków na Katanie – tam słońce z pewnością złapie nas.
Plany, przygotowania. Rosnąca ekscytacja i oczekiwanie. No i wreszcie nadeszła wiekopomna chwila.

 

W piątek 8 września 16. osobowa grupa Tangueros z Katanii oraz Maestros Luis Delgado i Malena Veltri zawitala do Krakowa… z opóźnieniem, jak na południowy zwyczaj przystało. Szybkie zakwaterowanie (na szczęście) w sąsiedztwie klubu i pierwszy wspólny obiad. Pierwsza „plątania języków” – hiszpański, włoski, polski i angielski. Obiad typowo polski, a jakże! „Sypały się schaboszczaki” w zamówieniach.
Po obiedzie Katania zwiedzała krakowską starówkę, Kraków studiował technikę tanga na warsztatach z Luisem i Maleną.
Tak, jak się spodziewaliśmy, starówka oczarowała naszych gości. Zwłaszcza, że pogoda zrobiła nam miłą niespodziankę. Po kilku deszczowych dniach zaświeciło słońca, a wiemy jaka piękna jest starówka w blasku popołudniowego słońca. Wrażenia dopełniała pani Justyna, przewodniczka Krakowska. Z prawdziwie południowym temperamentem opowiadała o naszym mieście. Nic dziwnego, że naszym Gościom już następnego dnia zaświtała myśl, żeby przyjechać tu na dłużej i zwiedzić również okolice. 
Kiedy krakowscy Tangueros „wylewali” z siebie ostatnie poty na zajęciach, goście już szykowali się na wieczorną kolację i milongę „Entre Amigos”. Jeszcze tylko mała operacja logistyczna – jak sprawnie pokonać trasę Warszawska 17 → Józefa 17 i możemy realizować plany wieczorne. Nastrojowe wnętrze w „Kolanku no 6” pobudziło nasz apetyt. Zasiedliśmy do stołu i rozpoczęliśmy rozważania nad menu, zmawiać i jeść (w końcu jeść).  Kiedy dojechała grupa z klubu okazało się, że już blisko godzina rozpoczęcia wieczornej milongi. Sprawna logistyka i  już za chwile mieliśmy typowo weselne ustawienie sali. Spokojnie mogliśmy i tańczyć i wieczerzać dalej.
Tego wieczoru grał Grzegorz Hess, klubowy Tanguero. Repertuar klasyczny. Minęły dwie, może trze tandy i  zaczęła się wymiana w parach. Sycylijczycy prosili Krakowianki, Krakowianie obtańcowywali Sycylijki. To był gorący i bardzo energetyzujący wieczór. Idealny na rozpoczęcie Puente de Tango. Trzy godziny milongi upłynęły niepostrzeżenie. Do ostatniej tandy tańczyliśmy. Uśmiechnięci i rozentuzjazmowani, no i co poniektórzy już mocno zmęczeni.

 

Sobota, 9 września, dzień drugi
O pranku (o tangowym poranku, czyli około 10:00) zapowiadał się kolejny piękny i słoneczny dzień. O 11:00 zaczynały się warsztaty, polska część wymiany docierała od 10:50 do 11:10, sycylijska nieco (nieco, nieco, nieco) później. W końcu się udało i mogliśmy się skupić na zajęciach. Pierwsza lekcja pod hasłem Krzyżyki Jej i Jego na małą (nawet bardzo) przestrzeń. Już po pierwszych kliku minutach z ust Maleny padło słynne „everything has to be commend”. No więc zaczęliśmy się mierzyć z zakresem naszych dysocjacji. Potem pracowaliśmy nad gancho i boleo, oczywiście prowadzonym (tylko i wyłącznie). Przez te kilka godzin klub wypełniało tango, zewsząd słychać było gwar i muzykę. Tańczące pary były niemal wszędzie. Wspaniały widok!

 

Po warsztatach czas na obiad i upragnioną sjestę. Popołudniem wybraliśmy się jeszcze na zwiedzanie Kazimierza. Ponownie, z dużym wdziękiem oprowadzała nas Pani Justyna. Przeszliśmy trasę od Synagogi przy ul. Szerokiej przez urocze uliczki aż na słynny Plac Nowy. Trwała jeszcze wycieczka po Kazimierzu, kiedy my już przygotowaliśmy klub do wieczornej milongi.
Nastrojowe światło. Dobre tango. To w skrócie gwarancja udanego wieczoru. TDj Team Luis Delgado i Malena Veltri zagrali  świetnie. Nogi same rwały się do tańca. Liczne grono Tangueros w całym klubie. W barze gwar, Ala i  klubowe specjały: lemoniady i sangria (z białego wina!). Musiało się udać. I tak też było. Udało się do tego stopnia, że po milondze Maestros zagrali włoskie szlagiery i w mig parkiet zapełnił się ponownie. Wyszło nam spontaniczne afterparty. W końcu zmęczenie wzięło górę i czym prędzej udaliśmy się na wypoczynek. Dzień drugi szczęśliwie zakończony.

 

Niedziela, 10 września, dzień trzeci
I tego dnia budziło nas słońce. Piękna pogoda mimo zmęczenia dodała nam impetu do działania. Jedenasta z minutami i już byliśmy gotowi do pracy. W parach swoich i mieszanych studiowaliśmy sacady, potem muzykalność. Z pewnością ta ostatnia lekcja byłą najtrudniejszą w tym cyklu warsztatowym. Zachwyceni naszymi Maestros i lekcjami, po uściskach, zdjęciach udaliśmy się na szybki obiad i … rejs po Wiśle krakowską Nimfą! W planach były legendy Krakowa i milonguita rzecz jasna. W końcu, jak moglibyśmy przepuścić taką okazję! Trochę się chmurzyło, ale nic to. Tango, to tango!

 

Po kolejnych operacjach z zakresu (wyższej) logistyki spotkaliśmy się szczęśliwie na Bulwarach Wiślanych, za „Basią”. Weszliśmy na pokład i już chwilę potem czekała nas wzruszająca niespodzianka. Jeden z naszych krakowskich Tangueros zadbał o nasze Panie! Wszystkie kobiety na statku zostały obdarowane czerwoną różą. Teraz to my (kobiety) nie mogłyśmy przepuścić okazji i w mig ustawiłyśmy się do sesji zdjęciowej z różami w roli głównej. W końcu rejs rozpoczął się na dobre, od Mostu Powstańców płynęliśmy w stronę Wawelu słuchając legend krakowskich: o Św. Stanisławie, Smoku Wawelskim, o Włóczkach zamieszkujących dawny Zwierzyniec i historii Lajkonika. Rozpogodziło się i pierwsze tango milonguity zatańczyliśmy w promieniach słońca. Do tańca grał TDj Bazyli, a pierwsza cortina z melodią z „Baltazara Gąbki” rozczuliła całą lokalną ekipę. Przez godzinę tańczyliśmy tango płynąc Wisłą. Wspaniałe doświadczenie. Jak się później okazało my też staliśmy się atrakcją. Mieszkańcy Krakowa szybko zwrócili uwagę na grupę tańczących ludzi na statku pośród nurtu Wisły. Chyba im się spodobało, w każdym razie załoga statku była zachwycona. Jeszcze w czasie rejsu poprosili nas o lekcje tanga. 
W wyśmienitych nastrojach zakończyliśmy rejs, cudownie zmęczeni umówiliśmy się na pożegnalną kolację. Były toasty, podziękowania i plany. Dziękujemy naszym Gościom za wizytę i już szykujemy się na wyjazd do Katanii.
Tymczasem zapraszamy do obejrzenia galerii fotografii. Monika towarzyszyła nam z aparatem niemal na wszystkich wydarzeniach, a ja zgromadziłam naprawdę imponujący materiał video. Teraz czekamy na Impresario i zapewne dobry montaż w jego wykonaniu.