W tym roku, dokładnie 12 października były ósme urodziny klubu. Jak świętowaliśmy?

 

Cóż pomysłów było kilka. Ostatecznie zdecydowaliśmy się świętować w czasie klubowej Milongi Tradicional. Milonga przypadała na 14 października, dokładnie w dniu moich urodzin, więc nie mogło być inaczej, jak połączyć urodziny moje i klubu (poniekąd też moje) i zaplanować wyjątkowy wieczór. Dlaczego niebieska Milonga? Otóż na klika tygodni przed datą urodzin robiłam aktualizacje na stronach klubu i trafiłam na filmik z jego otwarcia. Jest tam kadr, na którym widać, jak zdmuchuje świeczki na torcie urodzinowym. Miałam na sobie niebieską sukienkę, bo tego samego dnia prowadziłam również lekcję otwartą tanga. No więc stąd pomysł, aby założyć ją ponownie, a wszystkich, którzy chcą uczcić jubileusz urodzin namówić na niebieskie akcenty w ubiorze. No i stało się! Nadszedł ten dzień, sobota 14 października.

Rozpoczęliśmy od nauki Chacarery, by móc odtańczyć ją o pólnocy tego wieczoru, a potem powtarzać ten zwyczaj w czasie innych tangowych wydarzeń. Sala „pękała w szwach”. Warsztaty prowadzili Tadeusz i Patrycja, i jak się później okazało w godzinę nauczyli tańczyć liczne grono klubowiczów. O 21:00 rozpoczęła się milonga. Przychodzili kolejni klubowi Tangueros. Obdarowali mnie pięknymi bukietami niebieskich i białych kwiatów. Niemal od pierwszej tandy podłoga była wypełniona po brzegi. Taki był cały wieczór, do pierwszej do ostatniej tandy „podłoga skrzypiała z zadowolenia”, jak zauważyła Magda, jedna z naszych klubowiczek. Po 22:00 w prezencie urodzinowym usłyszeliśmy tango na żywo. Na bandoneonie zagrał Edgardo, zaśpiewał Carlos. Ja tańczyłam z Tadeuszem, naszym klubowym Tanguero, które tego dnia również obchodził swoje urodziny. 

Potem był tort, wyborny i w smaku i w wyglądzie. Upiekła go Beata, nasza kursantka. na torcie był kobiecy but do tanga, niebieski oczywiście. Przepiękny. Były urodzinowe świeczki. Życzenia, toast i urodzinowa tanda. Na początek Tadeusz wybrał dla mnie tango Amelia, a potem były milongi. Jako, że wiadomym jest, że walczyków lubię tylko słuchać. Tanda wspaniała, obtańczyli mnie Panowie i Panie. Potem zajadaliśmy się urodzinowym tortem marchewkowo – czekoladowym. Mmmmmmniam! No i tak nadeszła północ. Czas Chacarery. Zatańczyli z argentyńskim impetem. Niosła się atmosfera ekscytacji i zadowolenia. Tak zastała nas ostatnia tanda…. To był piękny wieczór, dokładnie taki, jaki chciałam. Klub wypełniony po brzegi, muzyka i gwar zadowolenia. Życzliwość i wspólna zabawa. Z całego serca dziękuję Wam za tak piękny jubileusz urodzin moich i klubu!

Amelia

Zobacz galerię fotografii z tamtego wieczoru.