Wiemy, jak dobrze wyrwać się choć na chwilę za miasto. Wiemy też, że najlepiej zrobić to w doborowym towarzystwie.

Jeszcze latem powstał pomysł, żeby wyjechać gdzieś razem. Poznać się, pobyć ze sobą i przyjemnie spędzić czas. Poznać się przede wszystkim. Do Klubu dołączają kolejne osoby, i tak jak my, lubują się w tangu. A że na lekcji, czy w przerwach nie zawsze jest okazja się poznać i pobyć ze sobą,  w tym celu właśnie postanowiliśmy wyjechać za miasto. Poznać się i tańczyć tango, rzecz jasna! Wybraliśmy Witów, który zaproponowali nasi klubowi instruktorzy Tadeusz i Patrycja. To miejsce niesie ze sobą wiele ciepłych wspomnieć dla tych, co zaczynali tańczyć tango wiele lat wcześniej. Właśnie tam jeździli i toczyli ówczesne tangowe życie towarzyskie. Teraz my chcieliśmy zrobić to samo.

24 osoby i dobry plan. Choć niektórzy woleli bez planu… Tak, czy inaczej pierwsze osoby (Tadeusz, Patrycja, Wacław, Kinga, Wojtek  i Ania, Zbyszek, Ania i Małgosia) przyjechały do Witowa już w piątkowy wieczór. Przy dobrze zastawionym stole rozpoczęli wspomniany proces zapoznawania. Patrząc na zdjęcia – pełny sukces. W sobotę przed południem dojechała pozostała część grupy (Edyta, Przemek, Mira, Leszek, Ela, Krystyna, Amelia, Kazimierz, Justyna, Tomek i Bożena, Wojtek i Ania, wieczorem dołączyli Arnold i Magda). Od rana słychać już było tango i nie zamilkło do ostatniej godziny naszego pobytu. Co prawda w przerwach było trochę ciut innej muzyki, ale to tylko podgrzało atmosferę zabawy.

Zjedliśmy śniadanie i potem z planem lub bez tańczyliśmy tango, rozmawialiśmy. No i oczywiście powtórzyliśmy lekcję chacarery. Co niektórzy wymknęli się na siestę. Potem wspólny spacer i obiad. Po obiedzie, zabawa rozkręciła się na dobre. tańce i hulańce do białego rana. tańczyliśmy tango jak szaleni. Nawet nie zauważyliśmy kiedy nastała pora kolacji. Nasze Tanguery zastawiły stół, jak na porządnym weselu. I teraz biesiadowaliśmy i tańczyliśmy tango. Wszyscy razem. Z humorem i beztroską. W ramach cortiny było trochę muzyki latino. Parkiet szalał. Tak zastała nas północ i czas chacarery. A tuż po północy tangowym zwyczajem świętowaliśmy urodziny Tadeusza. Och, jak go obtańczyliśmy. I Panie i Panowie… I tak nastał dzień drugi. Leniwie schodziliśmy się na śniadanie, które według planu przygotowywali panowie. Potem tango, spacery i wycieczki. Wspaniały czas i już wiemy, że zrobimy to kolejny raz!

Tymczasem zapraszamy do galerii klubowych fotografii >>