Niedzielne, leniwe popołudnie. Blask słońca rozpieszczało nas od rana, ale to nie miała być jedyna pieszczota tego dnia…

Z wokalistką zespołu Cafuné, Kasią Surdej znamy się od dawna. No, od klubowego dawna, bo przynajmniej 6 lat. To Kasia wprowadziła do klubu wątek brazylijski, (za co jesteśmy jej ogromnie wdzięczni) więc kiedy tylko dowiedzieliśmy się, że do jej życiowego repertuaru na stałe (mamy nadzieje) wszedł zespół Cafuné, byliśmy pewni, że muszą wystąpić również u nas, w Por Fiesta Club. Zamysł stał się czynem. Uzgodniliśmy termin. Teraz zostało tylko ogłosić to światu, a konkretnie zaprosić gości. W końcu koncert bez publiczności nie może się udać. 22 kwietnia, w niedzielne popołudnie zespół po raz pierwszy miał wystąpić w klubie. I tak się stało.

Tego dnia słońce świeciło od rana, zresztą od kliku już tygodni pogoda rozpieszczała nas niepoprawnie. No cóż prawda jest taka, że zamiast Wiosny na wezwanie stawiło się Lato. Nam akurat bardzo to odpowiadało, zwłaszcza, że możemy sądzić, że to typowy klimat Brazylii. Tego klimatu, i tego nastroju było nam trzeba. Koncert miał rozpocząć się o godzinie 18:30, po 17:00 zespół Cafuné pojawił się w klubie w pełnej gotowości. A więc czas na próbę dźwięku, świateł i przygotowanie sali. Jeszcze chwile wcześniej brzmiało w niej tango.

Około 18:00 zaczęli zjawiać się pierwsi goście. Klub w południowych promieniach słońca wygląda znakomicie, niemal od razu pozwala wejść w klimat południowej sjesty. By najmniej nie w znaczeniu senności, a w znaczeniu gotowości i dużej chęci na relaks.
Tak przyjemnie rozleniwieni czekaliśmy rozpoczęcia koncertu… Zgodnie z artystyczną tradycją zespół Cafuné przywitał się z nami kilka minut po czasie. Rozpoczęli nastrojową  piosenką MPB.  Na gitarze grał Rodrigo pochodzący z Río de Janeiro, śpiewała Kasia, a na instrumentach perkusyjnych towarzyszył im Murilo z brazylijskiego Salvador de Bahia. Już pierwszym utworem rozkołysali publiczność, nic dziwnego, że nagrodzili ich brawami. Z każdym kolejnym utworem było tylko lepiej. Energetyczna samba, nastrojowa Bossa Nova i popularne MPB. Nim się obejrzeliśmy minęła pierwsza część koncertu. Czas na przerwę i chwilę orzeźwienia w klubowej kawiarni.

Druga części koncertu nadal wiodła nas po muzycznej krainie muzyki brazylijskiej i południowoamerykańskiej. Twarze publiczności malowały się w nastrojach odprężenia i zachwytu. Było przyjemnie i bez zadęcia, a to wystarczy, żeby publiczność chciała włączyć się w koncertowanie. A to przez jaleo, a to przez taniec. A więc był i taniec. Zatańczyli goście, nie, oczywiście, że nie przypadkowi, ale bynajmniej nie wyreżyserowani. Ot znajomi i przyjaciele zespołu, przyjaciele, których znamy z klubowych spotkań językowych Café A Brasileira. Tak właśnie całości koncertu dopełnił taniec forró. Naturalny i subtelnie zmysłowy. 

Takie właśnie to było popołudnie. Naturalne, relaksujące i subtelnie zmysłowe. Pięknie dziękujemy Kasi, Radigo i Murilo. Dziękujemy niezawodnej publiczności. I już dziś zapowiadamy, że ciąg dalszy nastąpi. I koncertowo, i tanecznie. Bądźcie z nami.

 

Zapraszamy do obejrzenia fotografii z minionego koncertu >>