O tym, że Buenos Aires jest duże, a nawet ogromne – słyszałam. O tym, że bywa tu naprawdę gorąco – słyszałam, nawet o tym, że jest imponujące. Wszystko to słyszałam, nawet przypuszczałam, że mi się spodoba, ale jechałam tu bez większych oczekiwań i wyobrażeń. Teraz z pełną świadomością piszę, że to miasto jest ogromne, gorące i wielu momentach zapiera dech. Każdego dnia chłonę je bardziej, choć może to ono wchłania mnie. Zdecydowanie tak, Buenos Aires to boskie miasto.

Ta podróż to miał być urlop, bardzo potrzebne wakacje, a że tango od wielu lat jest częścią mojej pracy i mojego życia, chciałam tam w końcu pojechać, zwłaszcza, że potrzebne mi były długie wakacje. Podobnie rzecz miała się u Ani. Więc, niewiele się zastanawiając, zdecydowałyśmy – zimą jedziemy do Buenos. Najważniejsze to kupić bilety w rozsądnej cenie, reszta jakoś pójdzie. 

Przed wyjazdem wiele osób pytało mnie co będę tu robić, czy tango (to akurat wiadomo) i czy tylko tango? Odpowiadałam, że nie wiem, i rzeczywiście nie wiedziałam. Plan był taki: jedziemy na wakacje poznać Buenos! No i stało się! Dwa rudzielce ruszyły w drogę. Mało tego, skrzętnie realizujemy swój cel. Chłoniemy miasto w sposób kontrolowanie przypadkowy, a że wydarza się co rusz coś, o czym chciałybyśmy pamiętać, to historię te spiszemy na tej stronie. To znaczy ja je opiszę, a Ania wyprodukuje zdjęcia. Tak powstaną nasze foto – pamiętniki. Nie pierwsze i nie ostatnie. Buenos Aires to miasto, które fascynuje wiele osób, i jak mówi jeden z naszych przyjaciół (…) ma wszystko, czego szukasz (…) I rzeczywiście tak jest! Chcecie wiedzieć, jak nam jest w boskim Buenos, zapraszamy do lekkiej lektury pamiętników rudej.

 

Zapraszamy do lektury >>